• Wpisów:8
  • Średnio co: 263 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 21:19
  • Licznik odwiedzin:25 996 / 2371 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
"No a my, a my to się nie znamy już prawie,
czasem napiszesz coś zza oceanu,
jakieś myśli ledwie poukładane
wrzucisz mi do skrzynki ze spamem."

Zapomniałam.
Zapomniałam o wszystkim. O śmierci i życiu. O miłości i przyjaźni. O rodzinie i uwielbieniu. Zapomniałam, że nie poddałam się leczeniu i wolałam umrzeć niż stąpać nierówno po ziemi.
Znowu zapragnęłam odejść. Babcia wspominała mi, że w jej czasach wystarczyło dodać do wina Vitriol i pochłonąć jednym łykiem całą lampkę krwistoczerwonego wina.
Jednak tę truciznę, dziś kosztowną i trudną do zdobycia, zastąpiły pewniejsze środki -rewolwery, bakterie itp. Babcia, romantyczka z natury ,posłużyła się niemal całkiem już zapomnianą nazwą, by ochrzcić nią chorobę duszy, którą zdołała zdiagnozowana przez jej znajomego doktora Francesco, i której odkrycie miał poznać niebawem cały świat. Ciekawe było, że nikt dotąd nie wymieniał Vitriol jako śmiertelnej toksyny, choć większość zatrutych nią osób potrafiła określić jej smak jako Gorycz.Wszyscy nosimy w sobie większą lub mniejszą ilość Goryczy, tak jak niemal wszyscy jesteśmy nosicielami prątków gruźlicy. Lecz obie te choroby atakują tylko wtedy, gdy człowiek jest osłabiony. W przypadku Goryczy, choroba rozwija się najlepiej, gdy człowiek boi się tak zwanej„rzeczywistości”.Niektóre osoby pochłonięte tworzeniem świata, do którego nie zdoła przeniknąć żadne zagrożenie z zewnątrz, rozwijają w sposób przesadny mechanizmy obronne wobec obcych ludzi,nieznanych miejsc i nowych doświadczeń - zubażając swój świat wewnętrzny. Wtedy nieodwracalne szkody zaczyna wyrządzać Gorycz.Głównym celem ataku Goryczy - czy Vitriol, jak wolał to nazywać doktor Francesco - jest wola. Ludzie dotknięci tą chorobą tracą chęć do czegokolwiek i po upływie kilku lat nie są w stanie wyjść ze swego świata, bo zużyli już przecież zapasy energii na zbudowanie wysokich murów, broniących dostępu do ich upragnionej rzeczywistości. Chcąc zabezpieczyć się przed atakiem zewnętrznym, ograniczyli również swój rozwój wewnętrzny. Nadal chodzą do pracy, oglądają telewizję, narzekają na korki, wychowują dzieci,ale wszystko to dzieje się automatycznie i bez żadnych większych emocji, bo wszystko mają pod kontrolą.Wielki problem zatrucia Goryczą polega na tym, że uczucia takie, jak nienawiść, miłość, rozpacz, entuzjazm, ciekawość również zanikają. Po pewnym czasie zgorzkniałemu nie zostaje już żadne pragnienie. Nie ma ochoty ani żyć ani umierać i w tym tkwi cały szkopuł. Dlatego zgorzkniałych zawsze fascynują bohaterowie i szaleńcy, bo oni nie boją się ani żyć ani umierać. I bohaterowie i szaleńcy nie zważają na niebezpieczeństwa, i nawet gdyby cały świat ostrzegał ich, żeby nie szli dalej, i tak nie posłuchaliby nikogo. Szaleńcy popełniają samobójstwo, bohaterowie stają się męczennikami w imię sprawy. Zgorzkniali całe dnie i noce roztrząsają absurd i chwalę dokonanych przez nich czynów. Jest to jedyny moment, gdy zgorzkniali zdobywają się na odwagę, by przeskoczyć własne mury obronne i zerknąć na zewnątrz, ale szybko męczy ich to i wracają do swojej codzienności.Chronicznie zgorzkniali miewają świadomość swej choroby raz w tygodniu - w niedzielne popołudnia, kiedy ani praca ani rutyna nie przychodzą im z pomocą, by złagodzić objawy. Dociera do nich, że coś jest nie w porządku, że spokój tych popołudni jest iście piekielny, że czas jakby się zatrzymał w miejscu, ale dają tylko upust swemu rozdrażnieniu.Z nadejściem poniedziałku zgorzkniali zapominają o wszystkim i znowu zaczynają narzekać na ciągły brak czasu na odpoczynek i psioczyć na to, że weekendy tak szybko mijają.Jedyną zaletą tej choroby, ze społecznego punktu widzenia, jest jej powszechność, dlatego odosobnienie - w jej przypadku - nie jest potrzebne, chyba żeby zatrucie było tak silne, że chory zacząłby zagrażać innym.Większość zgorzkniałych może żyć na wolności, nie stanowiąc niebezpieczeństwa dla porządku publicznego ani dla bliźnich. Za wysokimi murami wzniesionymi wokół siebie są całkowicie odizolowani od świata, choć zdają się stanowić jego część.
Zakończyłam swoje przemyślenia i wróciłam do rzeczywistości. O dziwo miałam ochotę gdzieś wyjść, spróbować życia i spełnić, któreś ze swoich życzeń. Chciałam na przykład poznać przyjaciół Zayn'a, o których wiele mi opowiadał. Chciałam upić się do nieprzytomności i posmakować gorzkiego smaku narkotyków. Mimo, że byłam szalona, chciałam być jeszcze bardziej.
Nie marzyłam o idealnym życiu, a o poświęceniach i dniach pełnych dawki humoru.
- Cześć kochana, wyjdziemy gdzieś ? - w słuchawce telefonu usłyszałam głos Zayn'a. Uwielbiałam kiedy mówił do mnie "kochana". Czułam się taka potrzebna i miałam świadomość, iż jestem dla kogoś ważna. On czuł zapewne to samo gdy zwracałam się do niego "kochany". To było miłe.
- Tak. Z miłą chęcią gdziekolwiek wyjdę. - odrzekłam głosem pełnym rozbawienia. Bo moja obecna sytuacja mnie na prawdę rozśmieszała. Zamknięta w czterech ścianach, z rakiem serca siedziałam skulona w kącie i oczekiwałam zbawienia w niebie, jakbym na prawdę wierzyła w Boga.
- Będę za chwile. Szykuj się. - rozłączył się, a moje serce jakby na chwile się zatrzymało. Myślałam przez chwilę, że już nadszedł czas mojej śmierci, ale to nie było to. Czułam coś całkiem innego, jakby zakochanie.
Zakochanie jest mimo wszystko tylko rozjątrzeniem siebie, trudną do opanowania, natarczywie natrętną obsesją zajmującą cały czas i całą przestrzeń. Zagnieżdża się wprawdzie w mózgu, ale tak naprawdę wypełnia głównie ciało.
Ale ja czułam chyba miłość. Tą prawdziwą i jedyną w sobie. Bo miłość jest tym, co zostaje, gdy mija zakochanie. Kiedy niepokoisz się o kogoś i masz nadzieję, że jest szczęśliwy, ale nie żywisz już co do niego złudzeń. Być może ten rodzaj miłości nie jest podniecający i namiętny, nie ma w nim tych wszystkich rzeczy, które z czasem przekwitają. Wszystkich tych rzeczy, na których tak ci zależy. Ale w ostatecznym rozrachunku to jedyny rodzaj miłości, który się naprawdę liczy. Mimo wszystkich swoich tłumaczeń czym jest miłość i zakochanie odrzucałam od siebie jakiekolwiek twierdzenie, że mogłabym pokochać Zayn'a. Tego samego, z którym grałam w piłkę na boisku i bawiłam się w piaskownicy, kłóciłam się o zabawki i wyobrażałam jaki jest pierwszy pocałunek. Usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi i wybiegłam z domu już ubrana i umalowana chcąc posłuchać jego zachrypniętego głosu.
- Hej- przytuliliśmy się i pocałowaliśmy w policzki. Biło od niego nieznane ciepło, którym uwielbiałam się delektować. Jakby miał w sobie ogień. Jak zawsze pojechaliśmy nad wodę. Niebo przybierało odcień pomarańczy, a słońce chowało się za horyzontem zostawiając za sobą smugę światła.
- Odchodzę z zespołu - powiedział.


Przepraszam, że tak długo nie było nowego rozdziału, ale jest to tylko moja wina. Jeszcze raz przepraszam.

@yezooo xoxoxoxoxo
  • awatar FOR SALE ♡: Hej BELIBERS mam do sprzedania płytę JB !!!
  • awatar Emily story ♥: Boże, to jest świetne ! Masz wielki talent! Czekam na kolejny rozdział, bo bardzo ciągnęło mnie Wasze opowiadanie ;D
  • awatar Gość: Zaskakujący :D Czekamy na kolejny ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Skryte spojrzenie. Zimny dreszcz przechodzący po plecach. Szybszy oddech. Zza drzwi wyszedł Zayn i otulając mnie po raz kolejny swoim szczerym uśmiechem, podszedł i przywitał się ze mną. Poczułam jak moje nogi podnoszą się do góry i oboje kręcimy się w kółko. Wiatr który razem tworzyliśmy rozwiewał moje włosy, a serce podpowiadało mi, że w tych właśnie ramionach powinnam umrzeć. Kiedy mulat zatrzymał się, nadal nie wypuszczałam go z objęć. Jego ciepłe dłonie miałam na swoich plecach, a moje ręce oplotłam wokół jego szyi i zachłannie wdychałam jego zapach – tak bardzo rozkoszny i przyjemny. Potem jego ręka idąca wzdłuż mojego kręgosłupa, opadła na moich włosach.
- Wszystko dobrze ? – spytał cichym i troskliwym głosem.
Tak bardzo chciałam mu teraz powiedzieć co do niego czuję. Że taką miłością jaką jego darzę, nikogo innego nie darzyłam. Ani babci, ani matki… On jedynie zasługiwał na tą miłość. W moim sercu pokłady całej tej miłości, z dnia na dzień wzrastały, ale nadzieja opuszczała ten kręg, że kiedykolwiek się o tym dowie. Nie chciałam mu mówić, wiedziałam, że to byłby cios poniżej pasa. Nie mogę go tak bardzo zranić, przed śmiercią. Przed czymś nieuniknionym.
- Tak. – odsunęłam wyczuwając w jego kieszeni zapalniczkę.
- Na pewno ? – przejechał ciepłą dłonią po moich niesfornych włosach.
- Tak. – powtórzyłam i wysiliłam uśmiech.
Cały dzień mieliśmy zaplanowany od podstaw. Uwielbiałam spędzać całe dnie z Nim. Zawsze w mojej głowie pojawiało się nurtujące pytanie: Czy gdybym powiedziała mu wcześniej, mniej by bolało ?
Chciałabym, aby ktoś trwał ze mną do tych ostatnich dni. Do dnia kiedy całkowicie zniknę ze świata, pozostawiając po sobie tylko wspomnienia i cierpienie. Rozlane łzy będą lały się strumieniami, ale to im nie da ulgi. Nadal będą pamiętać. Może będą trudzić się dlaczego nie powiedziałam im, dlaczego nie chciałam ich wsparcia… To wszystko dla ich dobra, ale również dla mojego. Jakbym żyła widząc w ich oczach przez te całe trzy lata współczucie ? Co bym czuła widząc jak babcia płacze w ukryciu przede mną i dziadkiem ? Co by było gdyby… ? To jest najgorsze pytanie ze wszystkich. Tyle można by było zmienić… Inni mają całe życie, aby naprawić swoje błędy, ale nie widzą jak ich życie przelatuje im pomiędzy palcami. Też tak żyłam, aż do wizyty u lekarza. Jego słowa uderzające we mnie jak grom z jasnego nieba, zmieniły mój cały światopogląd. Nagle dostałam oświecenia, co zrobiłam źle i co powinnam naprawić. A na wszystkie naprawy dostałam od Boga trzy lata. Czuję jakby zrobił to specjalnie, abym mogła zniknąć ze świata pozostawiając po sobie tylko te dobre wspomnienia. Czy dopiero teraz dam im odczuć, że tak naprawdę żyję ? Czy sama dopiero zdałam sobie z tego sprawę ? Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi…
Rozkoszując się słodkim smakiem waniliowych lodów, szłam razem z Zayn’em środkiem ulicy. Małe miasteczko i mało samochodów. Cisza i spokój. Czy zawsze tego chciałam ? Wolałam kiedy ludzie milczeli. Mało ludzi szanuje słowa. Reszta rzuca nimi nie rozumiejąc ich. Mówią i wszystko niszczą.
Słowa mogą zrobić wiele. Wywołać łzy spowodowane smutkiem, ale także radością. Śmiech, rozbawienie… Mogą zmienić cały świat. Mogą doprowadzić do wojny jak i pokoju.
„ Słowa są źródłem nieporozumień. „ Jedno z nielicznych cytatów, które do końca będzie ze mną trwać. Cała smutna prawda zawarta w krótkim zdaniu. To tyle. Szczegółowo i krótko. Czy tak też nie powinno wyglądać życie ?
Zwiedzić świat, posmakować tych najbardziej egzotyczniejszych potraw, o których wszyscy mówią, zobaczyć zorzę polarną… Jedno z wielu marzeń, które są nie do spełnienia. Za mało czasu… Ale czy nie lepiej będzie spędzić ten czas z babcią, Zayn’em i naprawić zepsute relacje z innymi ludźmi ? Zamiast w samotności podróżować, mogę w towarzystwie pożegnać się z tym światem. W Bradford. Moim rodzinnym mieście. Gdzie wszystko się zaczęło i wszystko się skończy.

________________________

Wiem, że krótki, ale... To może zapowiedź do czegoś nowego ? [ To jest naprawdę krótkie o__O ]
Przypominam, że autorkami tego opowiadania są dwie dziewczyny.
Dziękujemy za komentarze ! ;*

@malikk
  • awatar Gość: Kiedy kolejny :D ?
  • awatar Invisible Girl ♥: To takie,takie śliczne! Uwielbiam przemyślenia bohaterów nad sensem swojego życia . Chcę znać szczegóły kiedy Zayn się dowie o jej sekrecie. A może w ogóle się nie dowie? Piszcie kolejny, bo nie wytrzymam.
  • awatar Gość: Ymm nie wiem jak wy .. ale ja beczałam.. a więc tak włączyłam płytę 1D i zaczęłam czytać łzy same lecą (nie wiem dlaczego :)) Świetne :D czekam na kolejny :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Chciałabym tylko dodać, że jest mi głupio i przykro gdy czytelnicy myślą, iż jedynie @malikk pisze to opowiadanie. Na końcu każdego rozdziału widnieje podpis tej, która pisała ową część tej historii. To chyba tyle, zapraszam do czytania:

@yezooo


Nadchodzą takie dni kiedy mam ochotę zapomnieć o całym świecie i zatopić się w miękkim posłaniu z kołdry i koca, wypić gorące kakao i obejrzeć komedię romantyczną. Trochę popłakać i pośmiać się, wypalić kilka papierosów. Nie zajmować swoich myśli głupimi farmazonami, żyć chwilą i nie przejmować się przyszłością oraz przeszłością.Usłyszałam jak babcia woła mnie z dołu i niczym szalona pobiegłam do kuchni. Jakie było moje zdziwienie gdy zamiast Zayn'a , którego miałam ochotę zauważać stała tam moja matka. Ta sama, która zostawiła mnie by rozwijać swoją pseudo karierę fotomodelki. Zmrużyłam oczy i splotłam palce u dłoni.
- Co tu robisz ? - zapytałam się poważnym tonem.Długowłosa kobieta, ubrana w kusą, białą spódniczkę wyjęła z torebki białą kopertę i podstawiła mi ją pod sam nos. Był to bilet do Grecji. Prychnęłam pogardliwie i wysyczałam powstrzymując gniew:
- Idź do diabła.
Wróciłam do pokoju.Wyrzuty sumienia z powodu zatajania informacji o swojej śmierci powróciły i szybko je od siebie odsunęłam, bo teraz odczuwałam coś, na co nigdy wcześniej sobie nie pozwalałam: nienawiść.
Nienawiść. Mogła dotknąć tej niszczycielskiej energii, która emanowała z mojego ciała - niemal równie fizycznej jak ściany, pianino czy nieznajomi. Pozwolili, nie zważając, czy było to dobre czy złe, by to uczucie ujrzało światło dzienne. Miałam dość samokontroli, masek, układności. Teraz chciałam przeżyć swoje ostatnie trzy lata jak najbardziej nieukładnie.Byłam na tyle wolna, by pozwolić sobie na nienawiść i dość rozsądna, by nie zacząć rozbijać wszystkiego wokół siebie, bo nie zamierzałam spędzić końcówki swego życia w łóżku, otumaniona środkami uspokajającymi.
W tamtej chwili nienawidziłam wszystkiego, co się dało. Siebie samej, świata, krzesła na swojej drodze, zepsutego kaloryfera w korytarzu, ludzi wspaniałych i kryminalistów. Byłam zamknięta w domu z własnej woli, czułam się jak w szpitalu psychiatrycznym i mogłam odczuwać to, co zazwyczaj ludzie ukrywają przed sobą, bo wszyscy zostaliśmy wychowani tak, by tylko kochać, akceptować, znajdować rozwiązania,unikać konfliktów. Nienawidziłam wszystkiego, ale przede wszystkim sposobu, w jaki żyłam , nie widząc nigdy setek innych Amelii , które we mnie mieszkały, które były fascynujące,szalone, ciekawe świata, odważne, gotowe na ryzyko.W pewnym momencie poczułam nawet nienawiść do osoby, którą kochała najbardziej na świecie, do swojej babci. Do tej wspanialej kobiety, która w dzień pracowała, a w nocy zmywała naczynia,poświęcając swoje życie, by wykształcić wnuczkę, zapewnić jej naukę gry na fortepianie i na skrzypcach, ubrać ją jak księżniczkę, kupując markowe buty i spodnie, podczas gdy sama latami nosiła przerabianą, starą sukienkę.
"Jak mogę nienawidzić kogoś, kto dał mi samą miłość?" - pomyślałam zawstydzona, ale za późno, bo nienawiść przedarta się już na wolność, bo już otworzyła drzwi własnego piekła. Nienawidzić miłości, którą mnie obdarowano, nie żądając niczego w zamian, to przecież było absurdalne i wbrew prawom natury.Ale to właśnie tej bezinteresownej miłości udało się przepełnić mnie poczuciem winy i tchnąć we mnie potrzebę, by sprostać jej oczekiwaniom, nawet jeżeli miało to za sobą pociągnąć rezygnację ze wszystkich marzeń. Tą właśnie miłość przez lata starali się ukryć przede mną,wyzwania losu i zepsucie świata, nie zważając, że kiedy pewnego dnia zdam sobie z nich sprawę, nie będę miała żadnej broni, by stawić im czoła. A mój dziadek ? Dziadka również nienawidziłam. Bo w przeciwieństwie do babci,która pracowała bez wytchnienia, on korzystał z życia, zabierał ją do barów i do teatru. Bawili się świetnie razem, gdy była nastolatką kochałam go skrycie, tak jak kocha się mężczyznę, nie ojca.Nienawidziłam go, bo był zawsze taki czarujący, taki ciepły dla wszystkich, tylko nie dla babci, jedynej kobiety, której naprawdę się to należało.Nienawidziłam wszystkiego. Biblioteki ze stertą książek pełnych recept na życie, szkoły, w której całe noce traciłam kiedyś na naukę algebry, chociaż nie znałam nikogo - prócz nauczycieli przedmiotu i matematyków- komu algebra byłaby potrzebna do szczęścia. Dlaczego zmuszano mnie, bym tyle uczyła się algebry, geometrii i całej tej masy całkowicie nikomu niepotrzebnych rzeczy?
Pchnęłam drzwi strychu, podeszłam do pianina i otworzyłam je. Z całej siły uderzyłam w klawisze. Szalony chaotyczny, akord rozległ się echem w pustym pomieszczeniu, odbił się od ścian i powrócił do moich uszu jako bolesny, niemal rozdzierający duszę hałas. Ale w tej chwili
właśnie ten dźwięk najlepiej odzwierciedlał mój nastrój.Zaczęła uderzać w klawisze i znów na wszystkie strony rozbrzmiały bezładne dźwięki.
"Jestem szalona. Mogę to robić. Mogę nienawidzić i mogę walić jak opętana w pianino. Od kiedy to nieuleczalnie chorzy umieją harmonijnie sączyć dźwięki?"Uderzyłam w pianino raz i drugi, dziesiąty i dwudziesty, a za każdym uderzeniem moja nienawiść mijała, aż w końcu znikła zupełnie.
Ogarnął mnie głęboki spokój. Znów spojrzałam na niebo pełne gwiazd, na księżyc w pierwszej kwadrze, mój ulubiony, wypełniający strych bladym światłem. Powróciło poczucie, że Nieskończoność i Wieczność podały sobie ręce i wystarczyło zadumać się nad jedną z nich, nad Wszechświatem bez granic, by odczuć obecność drugiej - Czasu, który nigdy się nie kończy,który nie mija, lecz zastyga w Teraźniejszości, w której drzemią wszelkie sekrety życia. Zanim doszłam z pokoju na strych pozwoliłam sobie na nienawiść intensywną, silną, bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Pozwoliłam na negatywne, tłamszone w duszy przez lata uczucia, wypłynęły w końcu na powierzchnię. Teraz, kiedy je odczułam, byty już zbędne, mogący zniknąć. Zastygłam w ciszy, żyjąc chwilą teraźniejszą, pozwalając, by miłość wypełniła przestrzeń opuszczoną przez nienawiść. A gdy ją poczułam, zwróciłam się ku księżycowi i zagrałam na jego cześć sonatę, w przeświadczeniu, że księżyc mnie słucha, jest dumny a gwiazdy mu zazdroszczą. Dlatego zagrałam też dla gwiazd, dla parku i dla gór niewidocznych w mroku, ale których
obecność wyczuwałam.W połowie drugiego utworu zjawił się wariat Edward, nieuleczalny schizofrenik z naprzeciwka. Nie przestraszyłam się, wręcz przeciwnie, uśmiechnęłam się do niego i ku swemu zdumieniu zobaczyłam,że odwzajemnia mój uśmiech. Również do jego odległego świata, odleglejszego niż księżyc, przedarta się muzyka i sprawiła cud.Usiadł obok mnie i dotkną mojej dłoni. Wzdrygnęłam się, bo jego dotyk był inny niż każdego człowieka. Jakby przekazał mi swoje szczęście utkwione pod jego powłoką szaleństwa. Wydawało mi się, że wiem wtedy wszystko. Nawet co to jest szaleństwo. A było to niemożność przekazania swoich myśli. Skąd to wiedziałam ?
- Zagraj coś. - mruknął rudzielec zabawnie kiwając głową.
- Edwardzie, nie chcę teraz grać. Mam ochotę dowiedzieć się, co się tam dzieje, o czym mówią w kuchni, czemu matka chce bym z nią wyjechała.
Edward uśmiechał się, prawdopodobnie nie zrozumiał ani jednego mojego słowa. Przypomniałam sobie,co mówił kiedyś znajomy doktor: schizofrenik może wchodzić i wychodzić ze swojego świata.
- Niedługo umrę - ciągnęłam dalej, z nadzieją, że moje słowa będą miały dla niego sens. - Śmierć musnęła mnie dziś swymi skrzydłami i pewnie trzy lata zapuka do mych drzwi. Nie możesz się przyzwyczajać do słuchania muzyki co wieczór.Nikt nie powinien do niczego się przyzwyczajać, Edwardzie. Spójrz tylko, ja na nowo polubiłam
słońce, góry a nawet kłopoty. Pogodziłam się z tym, że jeśli moje życie nie miało sensu, to nikt prócz mnie nie był temu winien. Chciałabym znów zobaczyć wieżę Eiflla, poczuć nienawiść i miłość, rozpacz i nudę, wszystkie proste i śmieszne sprawy, które składają się na codzienność i nadają smak naszej egzystencji. Gdyby kiedyś udało mi się wyjść ze swojego stanu ,pozwoliłabym sobie być szalona, bo wszyscy jesteśmy szaleni. Najgorsi są ci, którzy o tym nie wiedzą, bo powtarzają tylko to, co każą im inni.Ale to wszystko jest niemożliwe, rozumiesz? Ty też nie możesz czekać całymi dniami na nadejście nocy i na to, że jedna z sąsiadek zagra na pianinie, bo to wkrótce się skończy. Nasze drogi się rozejdą.-Podniosłam, się, delikatnie, pogłaskałam chłopaka po twarzy i poszłam do jadalni.

_____________________

Przepraszam za jakiekolwiek błędy jakie mogły powstać podczas pisania
Jeszcze raz wspominam, że pisała to :

@yezooo !!!
  • awatar Gość: @aksamitna harmonia: No właśnie kto to Edward .?
  • awatar harmonia: super :) czyżby inspiracją była "Weronika postanawia umrzeć"? poza tym, troszkę się zgubiłam. kto to jest Edward? skąd on tam się wziął?
  • awatar Gość: Kiedy kolejny .??
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 


„Najchętniej zamknął bym Cię w klatce,
bo kocham na Ciebie patrzeć.”

Znowu nie miałam siły by wstać. Swoją całą spożytkowaną energię poświęcałam na usilne starania, by wszystko w moim życiu pozostało bez zmian, mimo nowotworu zżerającego moje ciało od środka. Myślałam nad samobójstwem. Byłoby to bardziej romantyczne, bo z reguły kobiety tak wolą umrzeć. Ułożyć się w wannie i patrzeć jak czerwone posoki krwi spływają do wody małymi kropelkami, albo najeść się tabletek nasennych. Chciałam by już nie było odwrotu, nie umiał mnie nikt uratować. Ale nie mogłam zrobić tego w tym momencie. Musiałam konsekwentnie doprowadzić do końca wiele spraw w swoim życiu. Pogodzić się z osobami, z którymi pokłóciłam się o drobnostkę. Udowodnić, że jestem silna i obojętna, choć tak naprawdę jestem słaba; nigdy nie zdołałam wybić się w nauce czy sporcie, utrzymać rodzinę w harmonii. Stać się ideałem, do którego uparcie dążyłam. Wyjęłam z półki album ze starymi zdjęciami. Były pożółkłe, czarno-białe, porozdzierane- ale wszystkie posiadała ogrom wspomnień. Najbardziej lubiłam zdjęcia z dzieciństwa, kiedy jako mała dziewczyna z kucykami na głowie potrafiłam przesiadywać na boisku lub w piaskownicy całymi dniami, szczególnie z nim, z Zayn'em. Ale nie tym sławnym, ubóstwianym przez co drugą nastolatkę. Tylko z tym moim- czułym, szczerym, opiekuńczym. Chciałam, żeby te chwile powróciły, przynajmniej na chwilę, do mojej śmierci. Jak to obco brzmi ! Łzy zaczęły znów lecieć strumieniami z moich oczu, spod zamkniętych powiek wydobywały się słone krople uderzające o zdjęcie, na którym Ja mająca dwanaście lat przytulam się do niego. Z szuflady tym razem wyjęłam kartkę papieru i pióro. Otarłam jeszcze łzy i zaczęłam pisać.

Drogi Boże !
Dawno do Ciebie nie pisałam, w sumie nigdy tego nie robiłam.
Czemu ? Nie wierzyłam w Ciebie. I chyba nadal nie wierzę.
Ale jeśli istniejesz, jeśli tu jesteś, gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi
ludźmi błąkasz się tak jak ja, to uważam, że mnie zrozumiesz.
Wydaje mi się, że nie wiesz co to śmierć, nie wiesz jakie to uczucie,
bo czy ty kiedykolwiek umarłeś ? A może umierasz ciągle ? Może też masz nowotwór ?
A może masz wieczne życie ? Nie pragnę, że odpowiesz mi na te wszystkie pytania, że
zdasz mi sprawozdanie z mojej śmierci. Nie pragnę też żyć wiecznie !
Proszę Cię o odrobinę wiary i dużo siły.
Bym przez te trzy lata zdołała wydusić z siebie to, że niebawem umrę.
By ludzie, którzy mnie naprawdę kochają nie cierpieli tak bardzo.
A Zayn'owi daj nadzieję, na to, że kiedy umrę to wszyscy się spotkamy tam na górze,
mimo innej wiary, to wiem, że Bóg jest tylko jeden, jeśli jesteś w ogóle.

Umierająca Amelia Brandon.

Drążącą dłonią sięgnęłam po butelkę leżącą najbliżej mnie. Było w niej trochę wina, które wypiłam szybkimi łykami. Kręciło mi się w głowie, ale czy to było ważne ? W tej chwili nie liczyłam się ja, tylko... No właśnie co ? Zwinęłam list w rulon i wcisnęłam go do butelki. Założyłam na siebie bluzę i wyszłam po cichu z domu. Na dworze panowała przesadna cisza, mącona sztucznymi uśmiechami przechodniów i odległymi warkotami samochodów. Wolnym krokiem ruszyłam przed siebie. Zmierzałam do plaży, tej jedynej w swojej rodzaju, tej na której odbył się mój pierwszy pocałunek, piknik i romantyczny wieczór w chłopakiem, który nie okazał się tym jedynym. Usiadłam na ciepłym jeszcze piasku i patrzyłam na zachód słońca, udekorowany błękitnym niebem i fioletowymi smugami. Popatrzyłam się na butelkę i rzuciłam ją do morza. Fale porwały ją i po chwili uspokoiły się, a ona pływała między nimi, zgrabnie wymijając nawet najmniejszą falę.
-Udowodnij, że tam jesteś- szepnęłam cicho. Czułam melancholię w moim nastroju. Nigdy nie popadałam w depresję w szare, smętne dni. Wtedy czułam, że natura współgra ze mną i odzwierciedla moją duszę. Natomiast kiedy pokazywało się słońce, jak tamtego dnia, dzieci bawiły się na podwórkach i wszyscy cieszyli się z wspaniałej pogody, ja czułam się fatalnie. Jakby mnie spotkała jakaś niesprawiedliwość, że nie uczestniczę w tym wszystkim. Znów zaczęłam rozmyślać o śmierci. Lecz pogodziłam się z tym, że jeśli moje życie nie miało sensu, to nikt oprócz mnie nie był temu winien. Za chwilę poczułam znajome ciepło w moim sercu, było kojące i … chwilowe, choć mogłoby trwać w nieskończoność. Myślałam o Zayn'ie, o tym co będzie za kilka lat. O tym czy ułoży sobie życie beze mnie, zapomni o mnie albo umrze z tęsknoty ? Najgorsze było poczucie, że jest dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem, że lubię zasypiać z wiedząc, iż mam jego.
Wyrywałam sobie włosy z głowy, coraz głośniej łkając. Nie mogłam go pokochać ! Nie teraz, kiedy życia zostało mi tak nie wiele!
-Miłość bywa niesprawiedliwa, prawda ? - usłyszałam za sobą czyiś damski głos. Była to kobieta, dość wysoka i ładna. Jej długie, kasztanowe włosy falowały na wietrze, a zwiewna suknia chowała w materiale całe jej ponętne ciało. Wyglądała jak wycięta z francuskiego czasopisma. Usiadła obok mnie po turecku i westchnęła. O dziwo, pragnęłam wtedy rozmowy ! Lubiłam od zawsze rozmawiać z nieznajomymi. Nie musiałam się bać, że wyjawią moje tajemnice, jak Ci wszyscy pseudo przyjaciele, będący jedynie w dobrych chwilach, lub bywający kiedy powinni być .
- A co to, ta miłość ?– odmruknęłam krzyżując nogi i opierając brodę na kolanie. Słońce chowało się za horyzont i wydawało się, jakby miało spaść i nigdy już nie zaświecić na niebie.
-Co to miłość ? Sądzę, że miłość to coś czego właściwie nie da się opisać słowami. Miłość jest pojmowaniem kogoś, kochaniem kogoś i dzieleniem się z nim szczęściem i nieszczęściem. Do tego dochodzi czasem miłość cielesna, coś się podzieliło, coś się oddało i coś się otrzymało, i czy jest się po ślubie czy nie, czy urodzi się dziecko czy nie. Czy się straciło godność czy też nie, o to w ogóle nie chodzi, jeżeli tylko się wie, że obok Ciebie, przez całe życie będzie stać ktoś kto Cię rozumie i kim się z nikim innym nie musisz dzielić. - uśmiechnęła się. Tak promiennie i życzliwie, że nigdy nie widziałam takiego uśmiechu.
- A jeśli twoje dni są policzone ? Jeśli wiesz, kiedy umrzesz to czy jest czas na miłość ? Czy opłaca się kogoś pokochać ? - spytałam nie odrywając wzroku od morza.
- Na miłość jest zawsze czas i to nie ważne czy umrzesz jutro czy za rok, miłość jest lekarstwem na wszystko. Nie wydłuży Ci żywotu, ale upiększy czas, który został. Nie jest jak proszek przeciwbólowy lub lek na potencję, jest jak babcina mikstura, która brzydko pachnie, ale świetnie smakuje. - swoim wyrachowanym altem poruszała całą, moją pokruszoną duszę. Być może śpiewała, ale nie chciałam jej poznać. Cała magia nieznajomości by zniknęła i ukryła się pod maską kłamstw.
- Z przyjaźni nie powstaje miłość. Więc nie mogę zażyć tego lekarstwa.
- Ależ czemu nie ? Przyjaźń jest grą wstępną, a prawdziwa orgia zaczyna się wstępując w uczucie miłości, które unosi człowieka ponad niebiosa. - odrzekła. Nic nie odpowiedziałam. Chyba dlatego, że nie wiedziała. Ta kobieta wiedziała tyle o życiu ! Tak bardzo dobrze znała miłość i może miała rację, może powinnam wyznać mu to co czuję ? Ale jakie będą tego konsekwencje, kiedy mnie odrzuci ? Zepsuję całą przyjaźń. A nawet jeśli mnie pocałuje i wyzna, że on również mnie kocha, to kiedy umrę zranię go bardziej niż kiedykolwiek. Będzie cierpiał przeze mnie i już nigdy nikogo nie obdarzy tym zaszczytnym choć nieumiejętnie dopracowanym uczuciem.
- Wiesz, miłość jest albo jej nie ma . - uniosła kąciki ust ku górze wypowiadając to zdanie. Położyła mi rękę na ramieniu i zagryzła dolną wargę. Nie spostrzegłam kiedy odeszła, ale zrobiło mi się nieprzyjemnie zimno. Jakby śmierć błądziła gdzieś blisko mnie wypatrując czy czasami na nią nie czekam z utęsknieniem. Ale skąd wiedziałam, że przyniesie ona zimno ? Może umierając będzie mi gorąco jak w ogniu, a może nie poczuję nic ?
Może śmierć jest niczym ? Może zamyka się tylko oczy i bum, jesteś w raju ? Może po śmierci jest następne życie ?


__________________________

Nierewelacyjnie, ale jest.
A kiedy następny nie wiem

@yezooo xoxoxxo
  • awatar I want your smile♥: To jest piękne i znów płaczę. ;/
  • awatar Gość: Kiedy będzie następny..?
  • awatar Gość: booskie ; * zapraszam do siebie ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

Obudziłam się i kiedy spojrzałam w lustro, zauważyłam w jak bardzo opłakanym stanie jestem. Rozmazany tusz, czerwone oczy, klejące się policzki, potargane włosy… Dawno tak koszmarnie nie wyglądałam. I wiedziałam bardzo dobrze, że to dopiero początek. Przebrałam się w czyste ciuchy i doprowadziłam do porządku, po czym wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni po której krzątała się babcia. Przywitała mnie promiennym uśmiechem i podała mi pod nos talerz ze śniadaniem i zaparzoną kawę. Zajęłam swoje miejsce przy stole i zaczęłam się zajadać się daniem. Kiedy skończyłam wzrok z talerza przeniosłam na babcię, która zwinnym ruchami zmywała naczynia. Uśmiechała się sama do siebie i bujała się w rytm piosenki, która leciała w radiu. Nie mogłam uwierzyć, że jej wieczny uśmiech będę musiała zmyć swoją wieścią o chorobie. Ale jeszcze wczoraj doszłam sama z sobą do porozumienia… Na razie nikomu o tym nie powiem. Niech się na razie cieszą tym co mają, nie będę im na razie odbierać szczęścia i zasmucać ich serca moimi problemami..
- Gdzie dziadek ? – spytałam babci.
- Pojechał w miasto. – odpowiedziała i wróciła do zmywania.
Postanowiłam wyjść. Chwyciłam w rękę paczkę papierosów, zapalniczkę i chwyciłam za klamkę, kiedy usłyszałam stłumiony głos babci.
- Co mówiłaś ?
- Zayn tu był. – uśmiechnęła się i wytarła talerz.
- I ?
- Powiedział, że kiedy się obudzisz masz przyjść do niego.
- A więc idę ! – krzyknęłam i wyszłam z domu.
Bradford. Nasze miasto rodzinne. Ja jestem tu zawsze, ale On… Raz na trzy miesiące ? Za każdym razem tęsknie co raz bardziej. Pamiętam jak byliśmy mali i oboje nie opuszczaliśmy wspólnej piaskownicy do wieczora… Byliśmy nierozłączalni. Nasza przyjaźń zawsze była szczera i prawdziwa, ale ostatnio zaczęło się coś zmieniać. Nie z jego strony, tylko z mojej… Co raz bardziej zaczęło mi zależeć. Próbowałam się przed tym uczuciem bronić. Budowałam przed nim mur, który burzył spojrzeniem. Nie chcę psuć naszej przyjaźni moimi uczuciami. On teraz prowadzi dwa życia. Zamknięty po między dwoma światami. Rodzina i Sława. Robi to co kocha… Przecież nie mogę mu tego zabronić. On podąża za marzeniami, ja z nich zrezygnowałam kiedy straciłam rodziców… I jak mam opisać to co teraz czuję ? Nie potrafię. Ból i żal w moim sercu są nie do opisania. Łzy każdego wieczoru cisną się do oczu, ręce drżą, a wargi krwawią od częstego zagryzania. Jak mam to nazwać ? Miłość czy zwykłe zadurzenie ?
Zgasiłam papierosa o furtkę, przez którą po chwili przeszłam i zapukałam w jasnobrązowe drzwi, które otworzyła mi mama Zayn’a. Na jej twarzy pojawił się uśmiech i łzy w oczach… Zawsze nie mogła ich opanować, kiedy jej syn był w domu.
- Jest Zayn ? – spytałam.
- Amelia… - szepnęła i przytuliła się do mnie. – Wejdź, zaraz go zawołam.
Weszłam do środka i poczułam przyjemny zapach cynamonu, który przypominał mi dzieciństwo. Częste przesiadywanie zimą w domu Malików i jedzenie ciastek cynamonowych, które nigdy się nie kończyły. Wspomnienia mam piękne, ale jeszcze na ile one mi starczą ?
Zobaczyłam mulata zbiegającego po schodach. Przytulił się do mnie i otuliłem płaszczem swoich perfum. Jego usta wylądowały na moim policzku, a jego zarost delikatnie połaskotał mnie po szyi.
- Chciałeś żebym przyszła…
- Tak. Chodź. – złapał mnie za rękę i chwycił drugą za klamkę. – Wychodzimy, mamo ! – krzyknął i po chwili znaleźliśmy się na zewnątrz.
Fanek nie było… Rok szkolny. Dziwne, że tym razem nie opuściły dnia w szkole, aby zedrzeć gardło dla Zayn’a.
Wsiedliśmy oboje do jego srebrnego samochodu, który po chwili odpalił a z radia zaczęły wydobywać się piosenki. W powietrzu czułam zapach odświeżacza o zapachu cytryny, a mój wzrok był wciąż wbity w jego duże dłonie, które trzymał na kierownicy. Miałam ochotę ich dotknąć, ale zwyciężyłam i nie dałam ponieść się zachciankom.
Samochód się zatrzymał na piasku i oboje wyszliśmy na plażę, na której było pusto… W uszach słyszałam szum fal rozbijanych o skały i brzeg, a delikatne pobłyskiwanie słońca ogrzało moja bladą skórę. Zayn objął mnie ramieniem i oboje usiedliśmy na piasku, który po chwili zaczęłam przebierać w palcach. Wyciągnął z kieszeni papierosa i zanim zdążył go wsadzić do buzi, wyrwałam mu go z ręki i zgniotłam. Spojrzał na mnie zaskoczony i zaczął mierzyć szczegółowo moją twarz. Jego oczy świdrowały każdy element mojej twarzy i zatrzymał się na oczach, kiedy jego twarz zmieniła wyraz przestraszyłam się, że wie… Odwróciłam głowę i spojrzałam na morze.
- Palenie zabija. – szepnęłam i oparłam się dłońmi.
Wypuścił głośno powietrze i przetarł zmęczoną twarz dłońmi.
- Po co chciałeś się spotkać ? – spytałam i przeniosłam wzrok z powrotem na niego.
- Chciałem spędzić wolny czas z przyjaciółką i zadać jej kilka pytań… - zatrzymał się i opuszkiem palca ściągnął rzęsę z mojego policzka.
- To pytaj… - odparłam i zaczesałam włosy do tyłu.
- Twoja najpiękniejsza chwila w życiu ?
- Moja najpiękniejsza chwila w życiu. – powtórzyłam i zamyśliłam się. – Kiedy w moim życiu pojawił się człowiek. Bardzo ważny. Wyjątkowy. Tylko on potrafił mnie przed wszystkim obronić, wesprzeć w niepewności i dodać wiary. Zawsze się uśmiechał na mój widok i uważał mnie za osobę wartościową. Nigdy we mnie nie zwątpił. Wiedział kim naprawdę jestem i jak cierpię. Był w stanie zrobić dla mnie wszystko, tak jak ja dla niego. Pokazał mi piękno świata. Człowiek ten nie musiał zadawać pytań – On wiedział. Nigdy nie przechodził obojętnie wobec moich łez i cierpienia. Obiecywał mi przynieść gwiazdy z nieba, te najpiękniejsze i wyruszyć ze mną na koniec świata. Ale teraz wątpię w jego obietnice…
- Dlaczego wątpisz ? Dla niego obietnice do rzecz święta.
- Ma co raz mniej czasu. Nie tylko dla mnie, nie tylko dla rodziny, ale także dla siebie. Oddaje siebie obcym ludziom, którzy go nie znają. Już nie patrzy na świat przez różowe okulary, które były kiedyś jego odwiecznym elementem stroju. Teraz mocno stąpa po ziemi i wierzy tylko w zapewnione rzeczy. To dlaczego ja miałabym wierzyć w obietnice, które nigdy nie były przez niego zapewnione ?
- Bo obiecał i obietnic nie łamie. – chwycił mnie za ręce i uśmiechnął się delikatnie. – Wytrzymasz. Jeszcze parę lat… Nasza kariera długo nie potrwa. Wrócę do Bradford i zabiorę Cię na koniec świata. Pokażę ci cały świat. A gwiazdkę z nieba, dostaniesz od razu kiedy wrócę. Tę najpiękniejszą… Tą którą obiecałem.
- Parę lat ? – zaśmiałam się i zdjęłam okulary, które utrudniały mi spojrzenie w jego złote oczy. – Czyli ?
- Pięć ? Sześć ? – uśmiechnął się i przeciągnął na rozgrzanym piasku.
- Chyba nie dam rady… - szepnęłam i przełknęłam ślinę.
Podniósł się i znowu spojrzał na mnie swoim pytającym wzrokiem.
- Mam inne plany. – zaśmiałam się ironicznie i zaczęłam pospiesznie szukać w kieszeni paczki papierosów.
Kiedy je znalazłam odpaliłam zapalniczkę i zaciągnęłam się tytoniem, dzięki któremu uspokoiłam się.
- Palenie zabija. – powtórzył i obdarzył mnie uśmiechem. – Jakie plany ?
- Później się dowiesz… Teraz chodź. Woda pewnie jest już ciepła. – zaczęłam zdejmować buty, a papierosa rzuciłam w piach i zaczęłam iść w stronę rozburzonego morza.
Wbiegłam między fale i zaczęłam czuć jak ich zimne uderzenia moczą całe moje ubranie.
- Przecież jest maj ! – krzyknął Zayn i chwycił się za głowę. – Wariatka ! – dodał i wbiegł za mną do wody.
Kolejne wspomnienia do kolekcji… Morze. Zayn. Ja. Tyle do utworzenia wspomnienia wystarczy. Wszystko może utworzyć wspomnienie. Gorący piasek. Delikatnie świecące słońce. Srebrny samochód. Jego śmiech. To wszystko jest wyjątkowe i dopiero teraz to wszystko zaczęło nabierać dla mnie znaczenia… Nie chciałam już, aby moim lekarstwem na ból, była wódka i papieros. Tylko ON. Zatruwam organizm… Może umrę jeszcze szybciej ? Skąd mogę wiedzieć, jak na to wpłynie palenie papierosów ? Chcę wszystko naprawić. Chcę uszczęśliwić wszystkich dookoła zanim będę musiała sparzyć ich harmonię i spokój. A Zayn nigdy nie dowie się, że go kochałam… Za bardzo by cierpiał. Ale zostawię mu coś. Zostawię mu wspomnienia, które będą namiastką tego, co zostało Nam po przeszłości.

______________________

A jednak nie we wtorek, tylko w sobotę. ; D Wzięłam się za siebie i pokazałam, że nie tylko @yezooo się tu udziela.
Mam nadzieję, że nie zawiodłam. I przepraszam za jakiekolwiek błędy.

~ @malikk x
  • awatar Gość: świeeeeeeeeetne! NAPRAWDĘ! KOLEJNE ŚWIETNE OPOWIADANIE?! :D
  • awatar Invisible Girl ♥: świetny!! Tylko trochę przygniębiający... Wspoomnienia to coś co zostanie z nami do końca...
  • awatar los4281: Świetny ,podziwiam Wasz talent ! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 


„Lubię wieczory. Lubię się schować na jakiś czas.
I jakoś tak nienaturalnie, trochę przesadnie pobyć
sam.”

To był zwykły majowy poranek, podobny do wszystkich innych majowych poranków. Słońce obdarzało niebo swoim ciepłem od kilku godzin. Przez okno wpadało kilka jego ciepłych promieniu muskając moją skórę. Słyszałam jak psy szczekają z sąsiedztwa, dzieci bawiące się na pobliskim placu zabaw krzyczą w niebo głosy. To wszystko stało się dla mnie drażliwą melancholią, nudną codziennością, od której chciałam się uwolnić. Z dołu dochodziły znajome odgłosy. Zignorowałam je i dalej zastanawiałam się nad tym co trzyma mnie przy życiu. Babcia z talerzem tostów i kubkiem kawy weszła do mojego pokoju posyłając mi jedynie promienny uśmiech zostawiła tacę na szafce obok łóżka i wyszła. Zdecydowanie ona była pierwszym powodem do wstawania w taki poranek. Zawsze się uśmiechała i tryskała radością pomimo wieku. Zastępowała mi wraz z dziadkiem mamę, tatę i resztę rodziny.
Po zjedzeniu śniadania i obejrzeniu kilku drętwych komedii, usłyszałam Jego głos. Kojący, zachrypnięty głos działał na mnie zawsze uspokajająco. Gdy zauważyłam Jego brązowe tęczówki utkwione we mnie i rozłożone ramiona przygotowane na długie przytulanie siebie nawzajem. Poderwałam się z łóżka i podbiegłam do Niego, mocno ściskając.
-Udusisz mnie- sapnął cicho. Zaśmiałam się i przykładając głowę do Jego szyi napawałam się słodkim smakiem perfum. Tak bardzo Go potrzebował, wiele dla mnie znaczył. To on był kiedy nikogo nie było. Palił ze mną papierosy na balkonie, wyjadał mi jedzenie z lodówki i zrzucał z łóżka sam się na nim kładąc. Był wielkim i mocnym przyjacielem, bo w końcu nie każdy potrafi przesiedzieć cały dzień na trzymaniu mnie za rękę, bym tylko nie czuła się samotna. Kiedy nie udał się związek, a ja upijając się do nieprzytomności i paląc wszystkie zdjęcia jakie tylko wpadły mi ręce, łapał mnie mocno za nadgarstki i krzyczał : „Możesz spalić każde zdjęcie i upijać się codziennie, ale przyzwyczaj się do wspomnień, ich się tak łatwo nie pozbędziesz.”. A kiedy już zdawałam sobie sprawę ze swojego postępowania i durności sytuacji zaczynałam płakać. A on ? On przytulał mnie do siebie i szeptał cicho, że muszę słuchać serca, a w końcu znajdę Tego Jedynego. Za to mogłabym dziękować mu każdego dnia, ale on nie chciał tego słuchać. Twierdził, że to próżne.
-Tak bardzo się za Tobą stęskniłam, Zayn – mruknęłam kiedy usiedliśmy na twardej posadzce balkonowej. Z tylnej kieszeni spodni wyjął paczkę fajek i wręczył mi jedną uprzednio zapalając. Brakowało mi tych momentów mojego życia. Tego beztroskiego odpoczywania w cieniu jabłoni znajdującej się w moim ogrodzie za domem.
- To opowiadaj co działo się w tej waszej trasie, że nie miałeś czasu do mnie zadzwonić – syknęłam z nutką ironii w głosie. Spojrzał na mnie rozbawiony i założył mi niesforny kosmyk włosów za ucho.
-Dużo śmiechu, roboty i śpiewania jak to w show biznesie bywa- czułam, że jest przemęczony, że potrzebuje odpoczynku. - Godzinę temu przyjechałem i od razu do Ciebie przyszedłem. Nawet nie witałem się z rodzinką- dodał. Zagryzłam dolną wargę i położyłam głowę na jego ramieniu. Fakt, że jestem ważniejsza od jakichkolwiek spraw w jego życiu utwierdzał mnie w przekonaniu, że chcę żyć, trwać i stąpać po świecie. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał 13:10. Miałam wizytę u lekarza. Pożegnaliśmy się nieczule i rozeszliśmy. Nie znosiłam pożegnań. Wszystkie miały w sobie tyle utajonego dramatyzm, tego co może się stać i tego, co najczęściej nie można już odwołać.

Diagnoza lekarza wywołała u mnie chwilowy zanik ruchów. Sparaliżowana siedziałam na krześle i analizowałam słowa lekarza.
-Ile ? - zapytałam się cicho.
-Około trzech lat – odrzekł uderzając długopisem o biurko. Zamroczona spojrzałam w okno. Zaczęło padać, choć wcale się nie zanosiło na deszcz. Wyszłam z gabinetu, a łzy zaczęły spływać po mojej twarzy. Emocje opadły kiedy poczułam zimny powiew wiatru na swoich roznegliżowanych ramionach. Miałam nowotwór.
Lęk opanował całe moje ciało, gdy zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji. Jak mogłam nie poczuć już zapachu lawendowego odświeżacza do powietrza, który uwielbiałam, nie pić z krętej słomki i nie cieszyć się przy tym jak małe dziecko, nie pójść na koncert ukochanego zespołu, nie palić papierosów, nie jeść tureckich kebabów z centrum Londynu ? Jak mogłam nie być, nie kochać i nie denerwować się ? Jak mogłam nie zdążyć stać się ideałem, do którego uparcie próbowałam dążyć ? Chciałam jeszcze podbudować swoją samoocenę., przezwyciężyć strach do miłości. Bo owszem udawało mi się przezwyciężać swoje małe słabości, ale ponosiłam klęskę w sprawach ważnych. Roztaczałam wokół aurę kobiety niezależnej, choć rozpaczliwie potrzebowałam kogoś obok. Byłam w różnych miejscach, w których zwracałam na siebie uwagę, ale noce z reguły spędzałam samotnie, patrząc na rozregulowany telewizor. W oczach znajomych i przyjaciół uchodziłam za godny wzór do naśladowania, traciłam większość swojej energii, usiłując być zawsze na miarę takiego obrazu siebie, jakiego stworzyłam. Z tego powodu nie miałam już często siły by byś sobą- dziewczyną, która tak jak wszyscy ludzie na świecie, potrzebowała do szczęścia innych. Ale tych innych było ciężko zrozumieć! Reagowali w sposób nieprzewidywalny, chowali się za murami obronnymi i jak ja okazywali obojętność wobec wszystkiego. Gdy pojawił się ktoś bardziej otwarty na życie, albo od razu go odrzucali, albo skazywali na cierpienie uznając go za gorszego i „naiwnego”. Dlatego wolałam być samotna, lecz idealna. A to drugie mi się nie udawało.
I kiedy dowiedziałam się, że umrę za około trzy lata, zachciało mi się żyć. Popełniać błędy, które zawsze chciałam popełnić tylko nie miałam odwagi. Stawiać czoła panice, która może powrócić, ale spowoduje tylko zmęczenie, bo przecież od paniki się nie umiera. Spotykać nowych przyjaciół i nauczyć się jak stać się szalonym i mądrzejszym. Próbować jedzenia, które wywoływało u mnie od zawsze wstręt. Napić się imbirowego piwa, które śmierdziało gorzej niż skisłe mleko. Pojechać w miejsca, o których jedynie marzyłam przed snem. I pokochać kogoś niezmiernie mocno, bym nie chciała odchodzić z tego świata.
Wstałam z schodów, na których siedziałam i paliłam wilgotnego od deszczu papierosa. Otarłam dłonią łzy lecące po policzkach i ruszyłam w stronę domu. Starałam się po drodze wyobrazić śmierć, ale na próżno. Przecież nie musiałam się z nią kłopotać, doświadczę jej niebawem. Za ile miesięcy ? Nie miałam pojęcia. Radowało mnie jedynie, że poznam niedługo odpowiedź, na pytanie które stawiali sobie wszyscy: czy Bóg istnieje ?
W przeciwieństwie do wielu ludzi nie był to mój wewnętrzny dylemat, za czasów dzieciństwa nauczono ją, że życie kończy się wraz ze śmiercią, więc przywykła do tej myśli. Jednak pokolenie moich dziadków wciąż chodziło do kościoła, odbywając pielgrzymki, modliło się i żyło w świętym przekonaniu, że Bóg przywiązuje wagę do ich słów, kiedy to zapewne ma ich wszystkich głęboko gdzieś.
Cicho weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Moje serce przyspieszyło, kiedy w głowie pojawiła się myśl, o tym,że muszę to powiedzieć innym. Ale jak ? Podejść i oznajmić, że mam raka, ale nie da się go uleczyć ? Pocieszyć, że przynajmniej nie stracę włosów ? Że będę miała brwi i nie musiała nosić wstrętnej chustki lub czapki na głowie ? Najpierw sama musiałam oswoić się z myślą, że mam nowotwór, że Amelia Brandon postanawia umrzeć.

________________________________________

Taaaadam xD
Jest nieźle, można poznać bohaterkę.
Następny rozdział pisze @malikk , i pojawi się prawdopodobnie w wtorek.
xoxo, @yezooo .
  • awatar Gość: świetne!
  • awatar Invisible Girl ♥: Fantastyczny! Płakać mi się chce, śmierć? przez nowotwór?
  • awatar los4281: Świetne ,poruszające a takie prawdziwe ,czekam na następny z utęsknieniem <3 !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
DOPÓKI ŻYJESZ WSZYSTKO MA PRZYSZŁOŚĆ.

Wielu uważa, że życie jest tylko przystankiem, krótką lekcją, która przygotowuje do śmierci.
Ten ułamek czasu, na początku przez nas przeceniany, jest w rzeczywistości niczym innym,
jak odpoczynkiem. Nie takim gdzie leżymy na hamaku w bezwietrzne przed popołudnie pijąc
zieloną herbatę, tylko w którym pracując nad własną osobowością dążymy do ideału, czerpiąc
po drodze z afrodyzjaków jakimi są miłość, przyjaźń oraz cierpienia, i łez, które nazywane są
przez społeczeństwo bonusami. A ja uważam, że jestem chyba zbyt młoda by cokolwiek
stwierdzić. Pamiętam przecież jak bawiłam się w piaskownicy, urywałam lalkom głowy i męczyłam
psa ubierając go w małe ubrania dla misiów.
Ale czy nie mogę mieć życiowego doświadczenia ? Owszem, że tak. Mieszkając od kilku lat
poza rodzinnym domem, którego w prawdzie nie pamiętam, mając swojego najlepszego
przyjaciela przy boku i czując aurę nieskazitelnego piękna miłości, będącej moim odwiecznym
priorytetem przeżywałam wiele przygód. Począwszy od zauroczeń, przez zawroty głowy od alkoholu
i na nieprzespanych nocach skończywszy.

Myślicie, że człowiek zachowuje się się inaczej znając datę swojej śmierci?
Uważniej robi kawę, by nie rozlać przypadkiem jej na blat ?
Dokładniej składa bieliznę ?
Zwraca uwagę na detale ?
Na pewno żyje chwilą i nie wierzy w nigdy nienadchodzące jutro. Stara się naprawić dotychczasowo
popełnione błędy, skory do rozmów z nieznajomymi udaje, że wszystko z nim w porządku kiedy to
rozkłada się wewnętrznie nawet pod wpływem słów.
Skąd o tym wiem ?
Dowiecie się czytając moją historię.
Historię Amelii Brandon, dziewczyny usilnie szukającej szczęścia, nieuleczalnie chorej marzycielki.
Moją historię.


_______________________________

Nie jestem zadowolona z tego prologu, jest w nim czegoś za mało, ale w pierwszy rozdział będzie o wiele lepszy, obiecuję.
xoxo, Asia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
A więc zaczynając... To pinger dwóch blogowiczek. Pierwsza, to ja. Czyli... :
malikk.pinger.pl
Mam nadzieję, że nasze opowiadanie was zaciekawi. Co tu więcej dodawać. Zapraszam do czytania. Nie zawiedziecie się. ; D

Drugą jestem ja. Czyli:
yezooo.pinger.pl
Chcemy stworzyć coś całkiem innego, niepowtarzalnego i jedynego w swoim rodzaju. Możemy zapewnić Was, że będzie tutaj ciekawie, a przynajmniej postaramy się, żeby tak było.
Prolog ?
Pojawi się niebawem.

Jeszcze raz, zapraszamy do czytania